Zagadki Prawne

Wolność słowa czy już rasizm? Dowcipy w sądzie

Posted on

Mamy dla Was Zagadkę.

Czy pamiętacie gazetki z dowcipami z lat dziewięćdziesiątych? Były tam różne dowcipy – o góralach, o policjantach, były także o kelnerach i wielu innych grupach osób.

Jednak naszego dzisiejszego bohatera – pochodzącego z Kamerunu studenta, studiującego na jednym z polskich uniwersytetów – oburzyła gazetka, której tematem przewodnim były niewybredne dowcipy o osobach czarnoskórych. 

Złożył on więc pozew przeciwko wydawcy czasopisma “Dobry Humor”, twierdząc, że seria “Dowcipy o Murzynach” narusza jego dobra osobiste, w szczególności jego cześć i godność. Żądał on opublikowania przeprosin w prasie oraz kwoty 100.000 zł zadośćuczynienia.

W gazetce, która stała się przedmiotem sporu, porówano osoby czarnoskóre m.in. do “opon”, czy też “dziczyzny”. Znalazły się w niej również takie określenia w kontekście osób czarnoskórych, jak np. “ty pieprzony czarnuchu”.

Powód twierdził, że tego typu określenia na osoby czarnoskóre naruszają jego dobra osobiste. Podczas procesu podkreślał, że jest on na swoim uniwersytecie jedynym studentem pochodzącym z Kamerunu, co miało indywidualizować naruszenie jego dóbr osobistych. 

Fakt, że powód był jedyną lub jedną z nielicznych osób czarnoskórych w swoim otoczeniu, mógł także potęgować prześmiewcze reakcje osób, które zapoznały się ze sporną gazetką, bowiem osoby te mogły kojarzyć wspomniane dowcipy właśnie z powodem. W sprawę zaangażowała się nawet Helsińska Fundacja Praw Człowieka, wspierając powoda w dochodzeniu jego roszczeń. 

Gazetka z dowcipami została opatrzona przez wydawcę następującym komentarzem: “Dziś śmiejemy się z Murzynów. Wcale to nie oznacza, że jesteśmy rasistami i nie lubimy czarnoskórych ludzi. Po prostu – śmialiśmy się już z tylu tematów, a teraz przyszła kolej na Murzynów“.

W trakcie procesu pozwany wydawca powoływał się m.in. na prawo do swobody wypowiedzi i wolności prasy. 

Powód twierdził z kolei, że “trzeba być Murzynem, żeby zrozumieć, co się czuje, słysząc: “Ty pieprzony czarnuchu”. (cyt: za https://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/1,35771,122260.html)

I teraz przechodzimy do naszej zagadki:

Czy publikacja dowcipów o osobach czarnoskórych, stanowiła naruszenie dóbr osobistych powoda, który poczuł się tymi dowcipami dotknięty? 

Omawiana przez nas sprawa była przedmiotem rozstrzygnięcia Sądu Najwyższego w wyroku z dnia 26 października 2001 r. 

Sąd Najwyższy wskazał że “w rozpoznawanej sprawie zasadniczym problemem pozostaje (…) kwestia, iż treść przedmiotowej publikacji odnosi się do grupy o nie dającej się bliżej określić liczbie osób, a co za tym idzie, nie pozwala na identyfikację konkretnych osób, których dobra osobiste zostały naruszone”.

Zdaniem sądu “powód w sprawie nie wykazał, iż przez opublikowanie przedmiotowych dowcipów została naruszona sfera jego dóbr osobistych jako dóbr indywidualnych konkretnie określonej osoby. Ocena, czy nastąpiło naruszenie godności i czci nie może być dokonywana według miary indywidualnej wrażliwości osoby zainteresowanej”.

Sąd stwierdził, że obiektywnie nie da się którejkolwiek z postaci opisywanych w dopcipach skojarzyć bezpośrednio z powodem. Sąd wyraźnie podkreślił także, że “Nie może uzasadniać takiego stanowiska okoliczność, że powód był w tym czasie jedynym przedstawicielem Kamerunu zamieszkałym w L.” (zamieszkałym w swojej miejscowości).

Sąd przyjął, że “W przypadku tej konkretnej sprawy powód aby uzyskać ochronę prawną (…) musiałby wykazać, że jest ofiarą tej konkretnej publikacji”.

Tym samym, Sąd Najwyższy, pomimo wyraźnego podkreślenia w uzasadnieniu wyroku że zjawisko nietolerancji jest niepożądane społecznie, od strony prawnej uznał, że w tej konkretnej sprawie nie doszło do naruszenia dóbr osobistych powoda. Wynika to z faktu, że nie da się powiązać żadnego z dowcipów zawartych w gazetce, bezpośrednio z osobą powoda. Sąd powoływał się także na prawo do swobody wypowiedzi i wolności prasy, wskazując, że  swoboda wypowiedzi, nie ogranicza się wyłącznie do poglądów odbieranych przychylnie, lub obojętnie, ale także tych kontrowersyjnych, a nawet bulwersujących. 

Przypomnijmy w tym miejscu, że zgodnie z polskim prawem, znieważanie grupy ludzi z uwagi na przynależność rasową jest przestępstwem zagrożonym karą pozbawienia wolności do lat 3.

Art. 257 [Znieważenie grupy lub osoby] Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Pomimo, że omawiana przez nas sprawa miała charakter sprawy cywilnej o naruszenie dóbr osobistych, to sądy w toku procesu odniosły się do wskazanego przepisu kodeksu karnego twierdząc, że w działalności wydawcy “Dobrego Humoru” nie można się dopatrzyć publicznego znieważenia grupy ludności z powodu jej przynależności rasowej, bo intencją wydawcy było jedynie rozśmieszanie czytelników, a nie znieważenie osób czarnoskórych.

Na dzisiaj to już wszystko. Dajcie znać w komentarzach czy odgadliście rozstrzygnięcie sądu i co myślcie o tej sprawie.

Jeśli chcielibyście rozwiązać z nami więcej zagadek prawnych – zasubskrybujcie nasz kanał.

Zagadki Prawne

Fotograf vs dekoratorka wędlin – kto ma prawa do zdjęć? | Zagadki Prawne

Posted on

Mamy dla Was zagadkę.

Pisaliście kiedyś pamiętnik? Taki prawdziwy, w którym opisywaliście swoje najskrytsze sekrety oraz sukcesy i porażki? Może chowaliście go pod łóżko, aby nikt nie poznał Waszych tajemnic? Nasza dzisiejsza bohaterka taki pamiętnik pisała. Ale nie chowała go pod łóżko. Bynajmniej, nawet się nim podzieliła, z trójką swoich znajomych – zaprzyjaźnionych księży.

W pamiętniku, szczegółowo opisała prywatne i intymne pożycie małżeńskie ze swoim byłym mężem, przedstawiła tam go jako osobę chorą psychicznie, krzywdzącą żonę i dzieci, dopuszczającą się zdrad małżeńskich; zamieściła też korespondencję byłego męża z jego obecną żoną a nawet opisy jego stosunków płciowych. 

Ex-żona wysłała swój pamiętnik do duchownych drogą mailową. W międzyczasie okazało się, że ex-mąż nadal miał dostęp do jej skrzynki mailowej i nie omieszkał do niej zajrzeć. Dzięki temu dowiedział się o tym, że szczegóły jego życia prywatnego zostały przekazane trójce duchownych. Ex-żona prowadziła zresztą szerzej zakrojoną ofensywę przeciw byłemu mężowi, oczerniając go w różny sposób, dlatego też sprawa w końcu trafiła do sądu. Ex-mąż zarzucił swojej byłej małżonce naruszenie jego dóbr osobistych.

Nie wchodząc w szczegóły całej sprawy, skupimy się na kwestii przesłania przez kobietę pamiętnika do księży. Powód uznał to za naruszenie jego dóbr osobistych, w tym prawa do prywatności. Pozwana natomiast twierdziła, że korespondencja z duchownymi stanowi element spowiedzi i nie może być poddawana osądowi przez sąd. Powód stanowczo zaoponował. Stwierdził, że wysłanie maila nie może być uznane za spowiedź. 

W tym miejscu dochodzimy do naszej zagadki.

Czy przesłanie mailem pamiętnika zawierającego tak prywatne kwestie, jak intymne pożycie małżeńskie, czy też korespondencja z inną kobietą, stanowi naruszenie dóbr osobistych ex-męża, w tym jego prawa do prywatności? Czy może, w związku z tym, że pamiętnik został wysłany na adres mailowy duchownych, będziemy mieli do czynienia z tajemnicą spowiedzi?


Z omawianą sprawą musiał zmierzyć się sam Sąd Najwyższy, w wyroku z dnia 23 czerwca 2017 r. 

Sąd Najwyższy wskazał, że “wierni często powierzają swoje prywatne, intymne sprawy duchownym poza spowiedzią sakramentalną, np. w ramach rozmów duchowych, porad duchowych, czy też – ogólnie – w ramach tzw. kierownictwa duchowego. Prezentowany jest przy tym pogląd (…) że treści ujawnione w ramach tych form komunikowania się powinny podlegać ochronie na takiej samej zasadzie, jak przy spowiedzi. Sąd Apelacyjny trafnie zatem przyjął, że zwierzenia pozwanej wobec zaprzyjaźnionych duchownych, przedstawiające nieprawdziwy, negatywny, obraz powoda, nie powinny być potraktowane jako przejaw bezprawnego naruszenia jego dóbr osobistych lecz jako element spowiedzi”. 

Warto w tym miejscu dodć, że sami duchwoni twierdzili przed sadem, że przesłany pamiętnik był elementem spowiedzi, na co również zwróił uwagę sąd w uzasadnieniu wyroku. 

Tym samym w zakresie korespondencji z duchownymi, Sąd Najwyższy przyznał rację byłej żonie i nie stwierdził naruszenia dóbr osobistych ex-męża.

Na dzisiaj to już koniec. Dajcie znać w komentarzu, czy odgadliście rozstrzygnięcie sądu. Jeśli Wam się podobało i chcielibyście rozwiązać z nami więcej zagadek prawnych, zasubskrybujcie nasz kanał. 

Do zobaczenia!



Zagadki Prawne

Zagadka: Czy ułożenie wędlin może być chronione przez prawo autorskie?

Posted on

Mamy dla Was zagadkę. Wyobraźcie sobie paletę z pysznymi wędlinami. Obok leży czosnek i kilka innych rekwizytów kulinarnych. Wędliny zostały ułożone, w taki sposób, aby ładnie się prezentowały. Kiełbaski i inne frykasy będą miały zaraz ekskluzywną sesję zdjęciową. 

Przychodzi Pan fotograf. Rozstawia sprzęt, zastanawia się nad kadrem, dobiera odpowiednie ujęcia. Zaczyna się magia fotografowania. Po wykonaniu serii zdjęć, fotograf jest na tyle z nich zadowolony, że publikuje je nawet na swojej stronie internetowej i oferuje do sprzedaży.

W tym momencie do akcji wkracza nasza bohaterka. Pani kompozytorka. Ale niech nie zwiedzie Was ta nazwa, to nie jakiś Mozart, czy Beethoven. To kompozytorka wędlin. Pani kompozytorka jest odpowiedzialna za odpowiednie ułożenie kiełbasek i szynek, tak aby ładnie się prezentowały później na zdjęciu. To właśnie ona była organizatorką sesji zdjęciowej, zorganizowanej na potrzeby zmiany wizualizacji firmy wędliniarskiej, w której pracowała jako dyrektor ds. sprzedaży i marketingu. 

Praca Pani kompozytorki była dla niej na tyle ważna, że stwierdziła, że posiada ona prawa do zdjęć fotografa, przynajmniej w pewnym zakrese, ponieważ widać na nich ułożone przez nią kompozycje wędlin. Kompozycje, które stanowiły według niej niezależny utwór chroniony przez prawo autorskie. Wezwała więc fotografa do zaprzestania naruszeń praw do jej kompozycji.

Fotograf trochę się zdziwił. Stwierdził – bez przesady, szynki i kiełbaski może smaczne, ale ich ułożenie to nie jest jakiś wyczyn. Prawa do zdjęć należą do niego.

No nie dogadali się. Sprawa o wędliny trafiła w końcu do sądu.

I teraz przechodzimy do naszej zagadki prawnej. Czy odpowiednie ułożenie wędlin i rekwizytów… może być uznane za prawnie chroniony utwór? To znaczy, że nikt inny nie będzie mógł TAK samo ułożyć tych wędlin i rekwizytów bez odpowiedniej zgody Pani kompozytorki? Czy kompozycja wędlin może być tak samo chroniona jak dzieło muzyczne albo wiersz? Czy to już może przesada?

Zanim odpowiemy sobie na to pytanie, wyjaśnijmy pokrótce czym właściwie jest utwór.

Wydawać by się mogło, że utwór to po prostu coś kreatywnego, stworzonego przez artystę. Jednak prawo autorskie wprost wskazuje konkretne cechy jakie powinien posiadać utwór. 

Po pierwsze, aby mówić o utworze, musimy mieć do czynienia z dziełem o twórczym i indywidualnym charakterze. Twórczym, tzn., że utwór musi być subiektywnie nowy z perspektywy twórcy. Indywidualny natomiast, oznacza, że utwór powinien w jakiś sposób odzwierciedlać osobowość twórcy. 

Po drugie, to co tworzymy musi zostać w jakiejkolwiek postaci ustalone. Czyli dana twórczość nie może pozostać wyłącznie w wyobraźni i umyśle twórcy, lecz musi być jakkolwiek uzewnętrzniona – np. w przypadku malarza, poprzez przeniesienie wizji obrazu na płótno.

Po trzecie wreszcie, utworem może być wyłącznie przejaw twórczości człowieka. W Polsce  przyjmuje się bowiem, że twórcami mogą być wyłącznie ludzie, a nie np. zwierzęta, czy też siły natury. Warto dodać, że dla powstania utworu nie ma znaczenia jego wartość, przeznaczenie, czy też sposób w jaki zostanie on wyrażony przez twórcę.

Zgodnie z przepisami prawa autorskiego, utworem jest np. dzieło literackie, plastyczne, muzyczne, fotograficzne, ale są to jedynie przykłady i katalog ten nie jest zamknięty. Utworem natomiast zgodnie z przepisami prawa nie są m.in. odkrycia, idee, procedury, metody i zasady działania oraz koncepcje matematyczne.

Teraz, kiedy dostaliście już dawkę niezbędnej wiedzy, spróbujcie wcielić się w rolę sędziego i rozwiązać naszą zagadkę – czy kompozycja wędlin, czyli odpowiedni sposób ich ułożenia, stanowi utwór, który jest chroniony prawem autorskim? Czy może jednak jest to jedynie techniczne i raczej nietwórcze działanie i to fotograf jest w tym przypadku wyłącznym uprawnionym do zdjęć a sposób ułożenia szynek i rekwizytów nie ma znaczenia?

Nadszedł czas na odpowiedź. Z omawianą przez nas sprawą musiał zmierzyć się Sąd Apelacyjny w Katowicach w 2015 roku. Zdaniem Sądu kompozycje wędlin stanowiące przedmiot sporu były indywidualne i twórcze, a zatem stanowiły utwór chroniony przez prawo autorskie. 

W konsekwencji Pani kompozytorka została uznana za współtwórcę fotografii, na których utrwalono kompozycję rekwizytów i wędlin jej autorstwa. Ostatecznie wygrała więc spór z fotografem o zdjęcia wędlin. 

W sprawie mieliśmy do czynienia z kilkoma kompozycjami i sąd zwrócił uwagę na to, że powódka musiała ustalić koncepcję tematyczną każdej z tych kompozycji, ich aranżację, sposób i układ ekspozycji produktów, a ponadto rekwizyty i tła, na których będą prezentowane, a następnie kompozycje te ułożyć i zlecić ich utrwalenie w formie fotografii.

Sąd wskazał, że: “w każdej z tych kompozycji występuje oryginalny element twórczości implikujący przypisanie przymiotu utworu w rozumieniu prawa autorskiego i przyznanie prawnoautorskiej ochrony (…)”. 

Uzasadniając twórczy charakter kompozycji, sąd stwierdził, że:

“Wędliny ułożone na półmiskach i talerzach wraz z rekwizytami zostały dobrane według indywidualnych wizji, z wykorzystaniem obszaru swobody w wyborze i uporządkowaniu poszczególnych składników. (…) Kompozycje te były tworzone z wykorzystaniem wszelkich akcesoriów kojarzących się ze śniadaniem, nawiązywały do polskiej tradycji i nowego wizerunku firmy, której głównym produktem miały być wędzonki jako wiodący produkt zakładu, kojarzyły się ze świniobiciem i swojskim wytwarzaniem wędlin, przewidywały wykorzystanie produktów tradycyjnie kupowanych w okresie przedświątecznym oraz rekwizytów jak ozdoby, kokardy, świeczniki . Taki przejaw działalności, z pewnością twórczy i indywidualny, świadczy o powstaniu utworów”.

Na dziś to już koniec, dajcie znać w komentarzach, czy odgadliście rozstrzygnięcie sądu oraz czy się z nim zgadzacie. Pamiętajcie jednak, że każda sprawa jest inna i nie ma jednolitej reguły, która pozwala określić czy dane dzieło jest utworem czy też nie. To znaczy, że nie każda kompozycja wędlin, czy też inny układ rekwizytów będzie zawsze utworem. Sąd za każdym razem będzie to badał indywidualnie.